„Panie… Mnie to do niczego potrzebne nie jest!”
„Przecież to pieniądze wyrzucone w błoto!”

To bardzo częste reakcje na pytanie o posiadane ubezpieczenia. I wiesz co? Ja to WSZYSTKIM (bez wyjątku) życzę, by to były pieniądze w błoto wyrzucone. I żeby nikt nigdy z ubezpieczeń korzystać nie musiał. Bo jeśli musi, oznacza to, że coś złego się zadziało. A wtedy zwykle jest lament i „no, przydałoby się ubezpieczenie”.

Powyższe nie oznacza jednak, iż jestem wielkim i bezkrytycznym fanem ubezpieczania się na każdy możliwy sposób. Wręcz przeciwnie – jak każdy ludzki wymysł, również i owe traktuję w charakterze narzędzi o określonych parametrach. Wybieram więc tylko te, z których mam potencjalnie najwięcej pożytku (i/lub oferują najlepszy stosunek jakości do ceny – w tym przypadku jakości zabezpieczenia). Pomijam oczywiście ubezpieczenia obowiązkowe, czyli na na przykład tak zwane OC komunikacyjne.

Których zatem rozwiązań fakultatywnych (dobrowolnie wybieranych) zdarza mi się używać? O tym za moment. Na razie zastanówmy się chwilę nad tym, czym w istocie są ubezpieczenia. Zrozumienie ich konstrukcji pomoże nam bowiem np. ocenić „wartość”, „jakość” czy też cenę poszczególnych ich odmian.
Logika nakazuje rozumieć ich architekturę jako swoisty zakład pomiędzy ubezpieczonym a towarzystwem ubezpieczeń (w skrócie: TU). W przypadku zajścia zdarzenia ubezpieczeniowego „wygrywa” ubezpieczony i następuje wypłata świadczenia. Jeśli natomiast umówiony uprzednio okres ubezpieczenia przebiegnie bezszkodowo – „wygrywa” TU a składka ubezpieczonego „przepada”. Logiczne? Też podobnie to interpretujesz? No widzisz, a ja nie. Tłumaczę sobie tę konstrukcję nieco inaczej: TU jest według mnie jedynie swego rodzaju „dysponentem” środków. Zauważ, że ich aktywa praktycznie w całości pochodzą ze składek wpłaconych przez ubezpieczonych. Konstrukcja dowolnego ubezpieczenia wygląda więc (w nieznacznym uproszczeniu – wiesz, że je lubię) następująco: tysiące klientów wybierają określone rozwiązanie ubezpieczeniowe i wpłacają składki na konto TU. Cała kwota wpada więc do wielkiego wora, z którego TU wyjmuje jakieś 50% na wynagrodzenia i koszty stałe a reszta to środki na wypłaty ewentualnych świadczeń plus ewentualny zysk TU. Kto w takim razie pokrywa wypłaty odszkodowań w moim modelu? Szczęśliwcy. Szczęśliwcy, czyli ci, którym nic złego w trakcie trwania okresu ubezpieczenia się nie przytrafiło. To ich składki „przepadły”, czyli zostały zamienione na wypłaty dla pechowców. A TU? W nim liczą na to, że po pokryciu kosztów stałych i wypłat świadczeń, zostaną w kiesie jakieś miedziaki dla akcjonariuszy.

No dobra, to które z rodzajów ubezpieczeń,  moim zdaniem, warto posiadać? Cóż… Jeśli skupimy się na ubezpieczeniach dla kolarzy (lub bardziej ogólnie: sportowców) amatorów, na tapecie pozostaną: OC w życiu prywatnym, NNW i AC (czyli nie „auto” a bardziej „bicycle” casco). Niektórym z nas przyda się również zwrot kosztów leczenia za granicą. Opcję casco skreślam, gdyż w mojej opinii nie istnieje rozsądna oferta w tym zakresie. Na tak zwanym „patencie” jesteś jedynie w stanie ubezpieczyć rower od kradzieży z domu: po prostu wykupujesz ochronę ruchomości domowych, ubezpieczając mieszkanie czy dom. Pozostają więc OC i NNW. Co na ich temat sądzę? Cóż, moja opinia wynika wprost z faktu, iż jak pisałem, wszyscy jesteśmy egoistami. Z tej właśnie przyczyny jedynym ubezpieczeniem, które naprawdę ma sens jest OC w życiu prywatnym. Dlaczego? Ano dlatego, że (z całym należnym szacunkiem) niewiele mnie obchodzi to, ile pieniędzy dostaniesz za złamaną rękę. To po prostu nie moja sprawa. Tak jak i Ciebie nie obchodzi to (tudzież: nie powinno), na ile moja sytuacja majątkowa zmieni się, gdy sobie kulasa przetrącę. To co mnie natomiast żywo interesuje to fakt, czy masz z czego zwrócić mi za ewentualne koszty leczenia, rehabilitację i odbudowę sprzętu w sytuacji, w której Twoja wyobraźnia wyraźnie wyprzedzi umiejętności i pogruchoczesz zarówno mnie jak i mój rower (plus kilka innych). I vice versa: Tobie również powinno zależeć na tym, bym był wypłacalny i nie próbował się wykręcić od winy stwierdzeniem „sorry, taki sport”.

No właśnie, wina. Do tej pory nieszczęśliwe zdarzenia w trakcie amatorskich wyścigów zwykło się kwitować powyższym stwierdzeniem. Spieszę Cię jednak poinformować, że to się zmienia. Ścigamy się na coraz droższym sprzęcie, często rejestrujemy przebieg zarówno wyścigów, jak i zwykłych ustawek za pomocą kamerek. Do tego dochodzą zeznania świadków. Świadków w procesach z powództwa cywilnego, których kilka zakończyło się już zasądzeniem kwot, które niejednego wysłałyby na wieczne odpoczywanie w szarej strefie. Zauważ o ile prostsze byłoby (będzie!) dochodzenie jakichkolwiek roszczeń, gdy wszyscy (lub prawie wszyscy) ulegniemy modzie na #mamOC. Ktoś, kto do tej pory mógłby kombinować i próbować wywinąć się od odpowiedzialności, teraz (wiedząc, że chroni go posiadana polisa) z dużo większym prawdopodobieństwem przyjmie na klatę to, co nawarzył. Przecież nikt mu żadnych zniżek nie zabierze. OC jest więc jednym z niewielu (jedynym) rozwiązaniem ubezpieczeniowym, chroniącym w praktyce obie strony – zarówno sprawcę jak i poszkodowanego.

A co z NNW? Moim zdaniem ma ono jeden/dwa aspekty, które mają sens. …i na pewno nie jest to wypłata świadczenia za określony procent trwałego uszczerbku na zdrowiu. Kluczem jest tu słowo: „trwały”. Jak się już pewnie słusznie domyślasz, złamanie kończyny, po zrośnięciu się, nie jest uszczerbkiem, który nam w dużym stopniu trwale doskwiera. Z tego względu „wyceniane” jest zwykle na 2%-4%, czyli kilkaset (max tysiąc, dwa tysiące) złotych. Przyznasz, iż nie jest to kwota, która w diametralny sposób zmienia czyjąkolwiek sytuację. Zmienia ją natomiast klauzula dotycząca pokrycia kosztów zabiegów chirurgicznych i/lub rehabilitacji. Bo widzisz, to lubi sobie kosztować. I to słono. A dobre NNW pozwoli zarówno pokryć koszt zabiegu w prywatnej klinice (o ile taka będzie Twoja wola – ja lubię mieć tę opcję na podorędziu) jak i wizyty rehabilitanta oraz ewentualny zakup sprzętu typu kule czy ortezy.

Dobra, dość przydługiego wstępu (choć wspominałem, że wyjdzie  kobyła). Czas przejść do konkretów. Nad nimi zaś pracuję od siedmiu (!) miesięcy. Tak jest, siedmiu. Powód jest prosty: ubezpieczenie OC, które obejmowałoby swoim zakresem amatorskie uprawianie sportu (wraz z wyścigami oraz licencjami masters) to nie jest wymarzony produkt dla TU. I dało się to odczuć. Nie biegałem i nie wydzwaniałem sam – do współpracy zaprosiłem znajomego – brokera ubezpieczeniowego, któremu ufam. Co więcej: takiego, który ma doświadczenie w budowaniu i obsłudze dużych ubezpieczeń grupowych. Dlaczego grupowych? Z kilku powodów: przeważnie tańsze od indywidualnych (gdyż ryzyko rozkłada się na większą liczbę płatników składek), przystąpienie do grupy ubezpieczonych może odbyć się zdalnie (czyli w naszym przypadku online – cały proces trwa kilka minut), klientem TU jest podmiot posiadający osobowość prawną, czyli przedsiębiorstwo, klub czy (jak w naszym) przypadku – stowarzyszenie. Ta trzecia cecha ma dla nas znaczenie w kwestiach wsparcia informacyjnego oraz przy ewentualnym dochodzeniu roszczeń – mamy po prostu do kogo dzwonić zarówno z pytaniami jak i prośbą o pomoc w uzyskaniu wypłaty świadczenia.

Przejdę zatem do szczegółów zbudowanego dla nas rozwiązania. Pomyślałem, iż najczytelniej będzie, jeśli tę część zapiszę w formie pytań i odpowiedzi.

PS Jeśli ufasz mi bezgranicznie i nie chce Ci się czytać/scrollować, podrzucam Ci  link, za pomocą którego w kilka minut przystąpisz do ubezpieczenia: http://bit.ly/mamOC_pl

Kto będzie nas ubezpieczał?
Formalnie będziemy członkami grupy zbudowanej przy (działającym od 2006 roku) Stowarzyszeniu Wspierania Rozwoju Nauki (www.swrn.org.pl) a ubezpieczonej przez TU Concordia, będącym od zeszłego roku częścią jednej z największych światowych grup ubezpieczeniowych – Generali. Oba logotypy znajdą się na polisie – ciężko o bardziej poważnego partnera.

Skąd w tej układance SWRN?
Jak pisałem powyżej, ubezpieczenia grupowe (czyli te tańsze i wygodniejsze od indywidualnych) tworzone są dla podmiotów posiadających osobowość prawną. NICZYM i NIGDY nie namówisz mnie do zakładania fundacji, klubu czy stowarzyszenia, skorzystaliśmy więc z gotowca, czyli SWRN, dla którego wspomniany, zaprzyjaźniony broker (www.nestorbroker.pl) od lat tworzy ubezpieczenia grupowe.

Czy to ubezpieczenie obowiązuje jedynie w trakcie zawodów?
Nie. Będziesz chroniony dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, czyli również (ale nie tylko) w trakcie treningów, przejażdżek czy zawodów. O ile oczywiście będziesz opłacał składki.  😉

Skąd pewność, że jako kolarz-amator, również taki, który posiada licencję masters i startuje w wyścigach wpisanych do kalendarza PZKol, będę chroniony?
Stąd, że o to wprost zapytaliśmy i uzyskaliśmy twierdzącą odpowiedź. Jak wspomniałem, zbudowanie tego ubezpieczenia, znalezienie TU chcącego nas „przyjąć” pod swoje skrzydła, wytłumaczenie, na czym polega amatorskie uprawianie sportu zajęło nam siedem miesięcy. W tej kwestii „co kraj, to obyczaj”, czyli każde TU przyjmuje swoją, „autorską” definicję amatora i zawodowca. W OWU (Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia) Concordii zapis dotyczący sportu zawodowego brzmi tak:

Zawodowe uprawianie sportu – forma aktywności fizycznej, polegająca
na regularnych treningach pod warunkiem, że spełnia przynajmniej dwa
z poniższych warunków:
1) treningi odbywają się częściej niż 2 razy w tygodniu,
2) jest połączona z czerpaniem dochodu,
3) łączy się z udziałem w zawodach, igrzyskach, obozach kondycyjnych,
imprezach sportowych, organizowanych przez właściwy dla danej dyscypliny
związek sportowy,
4) łączy się z przynależnością do klubów sportowych, związków lub innych
organizacji zrzeszających osoby uprawiające sport, z wyłączeniem
organizacji, które zrzeszają wyłącznie amatorów lub miłośników sportu.
Nie uważa się za zawodowe uprawianie sportu wszelkich form aktywności
fizycznej, organizowanej dla dzieci w wieku do 15 roku życia, nawet w przypadku
spełnienia przesłanek określonych w pkt 1)-4).

Jak widzisz, potrzebowaliśmy wyjaśnień do pkt 3) i 4).
Co do pkt 1) możemy się spierać, czy nasze przejażdżki to treningi – to jedyny, który ewentualnie spełniamy.
Pkt 2) nikt z nas nie spełnia, z definicji.
Z pkt 3) tylko pozornie też jest problem. Sęk w tym, że organizatorami wszystkich praktycznie wyścigów amatorskich są stowarzyszenia, kluby lub (najczęściej) podmioty prywatne. Są więc one (wyścigi) zgłoszone do, ale nie organizowane przez związek sportowy. TU Concordia (Generali) zgadza się z powyższym – sprawdziliśmy to i mamy na piśmie.
Dopytywać musieliśmy również w przypadku pkt 4) – chodziło nam przecież o to, by mastersi również byli objęci ubezpieczeniem. Również i w tej kwestii otrzymaliśmy odpowiedź pozytywną. To że np. PZKol zrzesza zarówno zawodowców jak i amatorów (a nimi, wbrew temu, co wielu z nich utrzymuje, są mastersi) nie powoduje wykluczenia tych drugich spod parasola ochrony. Tę odpowiedź również mamy na piśmie.
Przekonał mnie również fakt, iż z ubezpieczenia OC Concordii (Generali) w zeszłym roku korzystał jeden z największych amatorskich klubów w Polsce (mający w swoich szeregach również kolarzy posiadających licencje masters). Czyli  to nie do końca tak, że wyważaliśmy otwarte drzwi.

Czy przez amatorskie uprawianie sportu rozumiemy jedynie kolarstwo?
Nie. Polisa Concordii (Generali) chronić Cię będzie także w przypadkach uprawiania innych dyscyplin w formie amatorskiej. Ba! Rozszerzyliśmy podstawowy zakres ochrony o sporty wysokiego ryzyka, czyli: sporty motorowe i motorowodne, lotnicze
(szybownictwo, baloniarstwo, spadochroniarstwo, lotniarstwo, paralotniarstwo,
motolotniarstwo oraz wszelkie ich odmiany), żeglarstwo morskie oraz sporty
walki, speleologia, wspinaczka górska i skałkowa, rafting i wszystkie jego odmiany, nurkowanie przy użyciu specjalistycznego sprzętu, kitesurfing, heliskiing, heliboarding, skoki na gumowej linie, uczestniczenie w wyprawach survivalowych lub wyprawach do
miejsc charakteryzujących się ekstremalnymi warunkami klimatycznymi lub
przyrodniczymi typu pustynia, wysokie góry powyżej 5 500 m n.p.m., busz,
bieguny, dżungla i tereny lodowcowe lub śnieżne wymagające użycia sprzętu
zabezpieczającego lub asekuracyjnego! Zatem: tak, w trakcie uprawiania wyżej wymienione jesteś chroniony! Różnicą jest zakres terytorialny.

Czy ubezpieczenie działa jedynie na terenie kraju?
Nie. Jesteś chroniony zarówno na terenie Polski, jak i pozostałych krajów Unii Europejskiej oraz Islandii, Liechtensteinu, Norwegii i Szwajcarii. Wyjątek stanowią szkody wyrządzone osobom trzecim w związku z amatorskim uprawianiem narciarstwa, snowboardu oraz sportów wysokiego ryzyka (wyżej wymienionych), dla których zakres terytorialny ograniczony jest do terytorium Polski. Stwierdziliśmy zgodnie, iż będzie to rozwiązanie dające najlepszy stosunek jakości do ceny.

Ile wynosi Suma Ubezpieczenia (SU)?
Zdecydowaliśmy się na dwa warianty. Jestem zdecydowanym wrogiem „wydmuszek”, czyli ubezpieczeń „na alibi” (oferowanych niestety przez wielu agentów i niektóre związki sportowe). Za takowe uważam śmiechu warte polisy na SU rzędu 10.000 czy 20.000 złotych. Zalej sąsiadowi mieszkanie, wbij się na Veturilo w nowego mercedesa, wymuszając pierwszeństwo, czy połóż kilka osób na ustawce Gassy-GK – zrozumiesz, jak  wysokiej ochrony potrzebujesz (nie żebym Ci serio tego życzył, oczywiście). Dlatego uznaliśmy, że „rozsądne” SU to: 200.000 oraz 500.000 złotych. Powinno wystarczyć.

Ile kosztuje takie OC?
No właśnie, kluczowa kwestia, nie? Kosztuje tyle, ile musi (choć moim zdaniem zbyt mało – o tym za chwile). Wariant SU 200.000 to 18 zł miesięcznie lub 204 złote rocznie (czyli 17 miesięcznie) oraz SU 500.000 za 22 złote miesięcznie lub 252 złote rocznie (czyli 21 złotych miesięcznie).

To tanio czy drogo?
Sam/-a sobie odpowiedz. Ale zauważ: załóżmy, że ubezpiecza się pięć tysięcy świadomych i rozsądnych osób. Każda z nich na pół miliona. TU zbiera zatem co miesiąc jakieś sto tysięcy w składkach. Jak ustaliliśmy wcześniej, na wypłatę świadczeń i ewentualny zarobek ma jakieś 50%. Reasumując: TU każdego miesiąca bierze na siebie ryzyko potencjalnych wypłat świadczeń w wysokości do… 2,5 miliarda złotych (taka czy zbliżona sytuacja nigdy nie będzie miała miejsca, ale ekonomiczne znaczenie ubezpieczenia pięciu tysięcy osób, na pół miliona każda, pozostaje bez zmian). Powyższe ryzyko, TU bierze na siebie za ok. pięćdziesiąt tysięcy złotych miesięcznie minus wypłacone tego miesiąca świadczenia.

Który wariant wybrałem?
Ten za 252 złote. Stając obok mnie na starcie bądź zatem pewny/-a, że „stać mnie” na pokrycie ewentualnie wyrządzonych Ci szkód w zakresie 1-500.000 złotych.
przechwytywanie

Który wariant powinieneś/-nnaś wybrać?
Nie wiem. Znamy się już trochę, więc wiesz, że do kieszeni nie lubię Ci zaglądać. Wynegocjowane ubezpieczenie jest jednak dość elastyczne – rzadko kiedy możesz tak niewielką w sumie kwotę rozbić na dwanaście miesięcznych rat. Mam nadzieję, że to pomoże w podjęciu decyzji.

Czy przystępuję do ubezpieczenia na rok?
Tak, jeśli wybierzesz wariant roczny. W przypadku płatności miesięcznych, jesteś ubezpieczony/-a tak długo, jak długo środki wpływają na konto ubezpieczyciela. Przestajesz płacić – tracisz ochronę.

Czy mogę wybrać sobie konkretne miesiące?
Nie. Przerywając ciągłość ubezpieczenia (przez wstrzymanie wpłat) tracisz możliwość ponownego przystąpienia przez 12 kolejnych miesięcy.

Czy ta polisa spełnia wymogi konieczne do wydania licencji masters?
Oczywiście. Od tego się w sumie moje poszukiwania zaczęły.

Czy konieczna jest wizyta u agenta ubezpieczeniowego?
Nie, wszystko robisz z domu, online, przy pomocy tego linku: http://bit.ly/mamOC_pl
Cały proces trwa kilka minut. Potrzebne dokumenty generowane są automatycznie. Wystarczy je wydrukować i odesłać na podany adres. Pocztą zwrotną otrzymasz potwierdzenie objęcia ochroną ubezpieczeniową.

Czy znajdziesz na rynku lepszą ofertę?
Nie wiem. Serio. Być może znajdziesz coś o dziesięć, dwadzieścia złotych tańszego w stosunku rocznym (tracąc godziny na poszukiwania lub wizytę u agenta), nie dającego Ci jednak pewności w kwestii ochrony podczas amatorskiego uprawiania sportu. Mnie się nie udało.
Na pewno nie znajdziesz wygodniejszej, tzn takiej, której zawarcie potrwa mniej niż kilka minut.

Kto jest objęty ubezpieczeniem?
Zarówno Ty,  jak i Twoi bliscy np. dzieci, małżonek, partner życiowy – jeśli prowadzicie wspólne gospodarstwo domowe. Ponadto osoby pomagające Ci w domu np. opiekunka do dziecka, pomoc domowa oraz Twoje zwierzęta domowe np. pies czy kot.

Jakie są przykłady zdarzeń, w których przydaje nam się polisa OC w życiu prywatnym?
Wiele trafnych znajdziesz tutaj: http://bit.ly/mamOC_pl

Do kogo mam pisać/dzwonić z pytaniami?
Do pracowników Stowarzyszenia Wspierania Rozwoju Nauki. Między innymi po to stajemy sie jego członkami i za to płacimy po 2-3 złote miesięcznie (zawarte już w wyżej podanych cenach składek) – by w razie potrzeby mieć się do kogo zwrócić z zapytaniem o pomoc. Dzwoń więc na: (22) 425 35 03 lub pisz na biuro@swrn.org.pl

Gdzie znajdę OWU?
Odnośnik również na tej stronie: http://bit.ly/mamOC_pl

Gdzie kliknąć, by przystąpić?
Również tamże: http://bit.ly/mamOC_pl
Pod tym linkiem znajdziesz większość informacji oraz instrukcję postępowania.

Czy dokupienie NNW spowoduje, że pakiet będzie tańszy?
Tak. Nie zapłacisz po prostu co miesiąc kolejnej składki na SWRN. Dostępne pakiety NNW znajdziesz tutaj: http://bit.ly/mamNNW

…i w końcu najważniejsze pytanie:
Czy zostaną mi z tego jakieś grosiki?  😉
Oczywiście. Napracowałem się, naszukałem nagadałem, natłumaczyłem, nawysyłałem maili. Coś tam kapnie. Masz z tym problem? Nic nie stoi na przeszkodzie, byś pogrzebał/-a na własną rękę. Nie obrażę się.

Jeśli jednak, tak czy inaczej, dojdziesz do wniosku, że inicjatywa słuszna i warto, byśmy się wszyscy nawzajem chronili – podaj dalej, udostępnij. W długim horyzoncie to nieistotne, z czyjej opcji skorzystamy. Ważne, by rosła świadomość konieczności posiadania tego typu ubezpieczeń.  Ważne po prostu, by powstała moda na #mamOC.

72 myśli na temat “„OC, głupcze!”, czyli ubezpieczenia dla kolarza amatora

  1. No to ja jako nieświadomy przedskoczek mogę potwierdzić. Mam NNW w Concordii (indywidualne a nie w grupie otwartej) połamałem się na zawodach w lipcu i TU bez szemrania wypłaca po kolei wszystko co się należy. Od uszczerbku, poprzez koszty rehabilitacji, koszty sprzętu do rehabilitacji oraz koszty leczenia nieobjęte refundacją NFZ. Zwrócili nawet spory worek monet za wynajęcie apratu wspomagającego zrost kości Exogen. Raz tylko musiałem napisać odwołanie od jednej ich decyzji i kaska po tygodniu była już na koncie.
    To jeszcze nie koniec moich przygód z Concordią, bo leczenie wciąż trwa, ale z całego serca polecam to rozwiązanie. Nie chcę nawet myśleć, co by teraz ze mną było, gdyby ktoś nie zapłacił za wszystkie te zabiegi i sprzęt które tak jak pisałeś kosztują niemałe pieniądze.

    Przemku – RE-WE-LA-CJA, że udał Ci się postarać o tak fajną opcję w grupie otwartej oraz, że w ogóle chciało Ci się zająć tematem 🙂 Ja nie skorzystam bo już mam i mam dobrze, ale uważam, że każdy powinien mocno przemyśleć tą opcję.

    Pamiętajcie wypadki mają to do siebie, że się zdarzają i zdarzają się niespodziewanie.

    Jeszcze słowo odnośnie OC – również warto, również mam (w innym TU), szczęśliwie jeszcze nie musiałem korzystać, ale daje ono taki fajny spokój, że nawet jeśli coś wywinę (choćby zarysuję niechcący samochód na skrzyżowaniu), to nie będę musiał sprzedać nerki, żeby pokryć ewentualne szkody.

    Pozdrawiam gorąco.

  2. Wieczorem poczytam jeszcze OWU ale z tego co napisałeś brakuje mi jednego rozwiązania, którego też nie znalazłem na rynku. Osoby mieszkające w miarę niedaleko od granicy od czasu do czasu jeżdżą na treningi za granicę – mam na myśli głównie Czechy i Słowację. Mało sobie osób zdaje sprawę, że w przypadku jakiegokolwiek zdarzenia za pomoc czeskich czy słowackich służ ratunkowych górskich się płaci – a górami jest też szeroki dukt w lesie w górach, nie musi to być wąska ścieżka górska. Brakuje ubezpieczenia na akcje ratownicze w górach za granicami PL. Te które są całoroczne, to albo są na SU 5000zł, a więc mijają się z celem, albo tylko dla młodych, albo już na wysokie góry a przez to drogie. Oczywiste jest dla mnie, że jak jedziesz w wysokie góry upy Tatry to się ubezpieczasz osobno. Chodzi mi o ubezpieczenie jak jedziesz w niskie góry niedaleko domu, bo takie decyzje podejmuje się spontanicznie i zapomina o ubezpieczeniach.

    1. W słowackich Tatrach np funkcjonują jednorazowe, kilkudniowe ubezpieczenia obejmujące ewentualne koszty ratownictwa górskiego/wysokogórskiego – sam to przerobiłem bo korzystałem kilka lat temu przy okazji wspinaczki – oczywiście korzystałem z możliwości ubezpieczenia a nie z możliwości skorzystania ze „śmigła” 🙂 . Koszty takiego ubezpieczenia wykupionego na stacji kolejowej w Tatrzańskiej Łomnicy wyniosły KILKA euro. Niewykluczone że turystyczne tereny przygraniczne Czech/Niemiec również takie oferty posiadają – kwestia pogrzebania w internecie i poczytania forów turystycznych.

      1. Jak mieszkasz gdzieś daleko i jedziesz w Tatry Słowackie czy Alpy to oczywiste, że wykupujesz ubezpieczenie. Ja do granicy mam 60km i wyjazd na trening na Pradziada jest podejmowany spontanicznie w ciągu chwili. Po pierwsze większość tego typu ubezpieczeń działa od następnego dnia, po drugie zwyczajnie nie pamiętam o wykupieniu takiego ubezpieczenia, bo w ciągu pół godziny pakuję rzeczy i rower a za godzinę jestem w czeskich górach. Dlatego przydało by się takie ubezpieczenie całoroczne. Ubezpieczenia na Tatry i wyższe góry nie sprawdzają się też w niższych górach bo są zbyt drogie. W niższych górach nie masz ryzyka akcji ratowniczej z udziałem śmigłowca, co jest głównym kosztem takich akcji i dlatego w zupełności wystarczy ubezpieczenie z SU 20-30 tys PLN

    2. Leszek. A patrzałeś na ubezpieczenie Polskiego Związku Alpinizmu?
      Działa za granicą, ma dobre kwoty i akcje ratunkowe ze śmigłowcem.
      Jest i OC.

        1. Mambaonbike, tak znam to ubezpieczenie, podobnie jak Alipiverin, ale one są za drogie i w niewielkim stopniu bym wykorzystał jego zakres. Ono jest skierowane głownie na wysokie góry i to poza PL, a jak choć w górach jestem co tydzień to chodzę i głownie jeżdżę w PL i CZ ale po niższych górach typu Beskidy, Sudety, Jesenniki, a tam akcje ratownicze nie kosztują w setkach tys, lecz w tysiącach. Ponadto to ubezpieczenie nie pokrywa wszystkich potrzeb i do niego trzeba dokupywać dodatkowe – z tego co pamiętam nie ma OC na zawody i nie ma OC w życiu prywatnym, więc łączna kwota robi się wysoka.

          Ta druga oferta była fajna, ale 30 km to tak jak piszesz, nie załatwia problemu. Nawet Pradziad jest dalej 😦

  3. Szacunek za ostatni akapit.
    Uczciwa robota = prowizja.
    Bo dlaczego by nie ? Nikt z nas tego świata nie wymyślał.

    Wrzucisz statystyki liczby ubezpieczonych, np. za pół roku ?

  4. Przemku,
    Gdybym mieszkał w USA lub innym cywilizowanym kraju, nie zastanawiałbym się nawet 5min. Kupiłbym.
    Niestety żyjemy w Polsce. Życie nauczyło mnie, że tu nawet jak masz coś „na piśmie” to nic to nie jest warte.
    Ubezpieczalnie w naszym kraju to serio wolna amerykanka. Ok. żeby nie być gołosłownym – przykład z mojego życia:
    Ubezpieczenie mieszkania w PZU od kradzieży. Takie zwykłe jak ma większość z nas. Kupione od „zaufanego agenta” kolegi. Płaciłem regularnie, w terminie bo to jednak ważna rzecz gdyby coś się stało. Wszystko było naprawdę super do momentu gdy nie powstała szkoda, czyli włamanie do mojego mieszkania. Nagle się okazało, że zwykła kradzież to jednak być nie może, musi być kradzież z włamaniem (na szczęście taka była, choć warto nadmienić, iż ubezpieczalni nie obchodzi kwalifikacja czynu przez policję, ona może to interpretować sobie inaczej). Ubezpieczalnia odmówiła wypłaty odszkodowania zapisanego w umowie (jak później potwierdził prawnik nieoficjalnie PZU, robią tak w zasadzie z urzędu, jeśli w grę wchodzi większa kwota) podważając interpretację pierdoły z OWU. W moim przypadku chodziło o ewidentne ślady włamania. Dla ubezpieczyciela ślady butów na moim parapecie oraz wywalone okno, to nie ewidentne ślady włamania. Podkreślam, policja uznała to za włamanie. Sprawa oparła się o sąd, w którym przegrałem. W prywatnej rozmowie z orzekającym otrzymałem informację, że nie mógł zapaść inny wyrok, bo to PZU i teraz tak jest modnie (nawet prawnik PZU był w szoku, że wygrał).
    Dlaczego to wszystko piszę. Ano dlatego, że wszystko jest fajnie w chwili gdy się zawiera ubezpieczenie. Jak przychodzi do likwidacji szkody, to niestety nie jest już tak różowo i ubezpieczyciel szuka dziury w całym aby odszkodowania nam nie wypłacić. Bo wiadomo – nie wypłacone – zarobione. Gdybym mieszkał w USA, o którym wspomniałem na początku, to raczej bym odszkodowanie otrzymał, a ubezpieczyciel otrzymał by surową karę za próbę uchylania się od swoich obowiązków. Niestety żyjemy w Polsce. Tu oczywiste rzeczy nie są oczywiste, a do sądu chodzi się po wyrok a nie sprawiedliwość.

    Naprawdę gorąco chciałbym wykupić to ubezpieczenie – czułbym się z całą pewności spokojniejszy.
    Doświadczenie życiowe jednak puka się w głowę i pyta po co? i tak zostanę z niczym.

    1. Niestety piszesz głupoty. Po pierwsze bujdą jest, że miałeś „prywatną rozmową z orzekającym” czyli z sędzią?? hahaha O ile sędzia to nie jest Twój bliski znajomy, a w takiej sytuacji powinien się wyłączyć, to nie rozmawia on prywatnie z przypadkową osobą, a tym bardziej stroną i nie opowiada głupot, za które – jakbyś to nagrał, to dostałby dyscyplinarkę. Po drugie znam trochę sprawy z ubezpieczycielami i wcale nie jest w modzie orzekanie na korzyść PZU czy innych ubezpieczycieli. Po trzecie powodów przegrania przed sądem może być mnóstwo na czele z tym, że nie miałeś prawnika lub był on mało kompetentny. Nie oznacza to oczywiście, że każdą sprawę z ubezpieczycielem się wygrywa, ale większość tak.
      To prawda, że ubezpieczyciele odmawiają z automatu przy wyższych kwotach, ale robią to bo liczą, że osoba nie pójdzie do sądu, albo pójdzie i nie weźmie prawnika. W wielu przypadkach wystarczy jednak aby wezwanie do zapłaty napisał prawnik i już zmieniają decyzję.
      Skoro zaskoczeniem dla Ciebie było, że odszkodowanie należy Ci się za włamanie a nie za kradzież to znaczy, że nie czytałeś OWU i pewnie stąd Twoje problemy. Zresztą kradzież w mieszkaniu ma miejsce tylko wtedy gdy kogoś do niego wpuścisz, a on Ci ukradnie, lub zostawisz otwarte drzwi. Nie dziwie mnie, że w takich wypadkach ubezpieczyciel chce wyłączyć swoją odpowiedzialność.
      Bajką jest też, że w USA byłoby inaczej. Tam też odmawiają wypłaty i nikt ich za to nie karze. Tak to po prostu działa i już. Ważne jest nie czy ubezpieczyciel odmawia, ale to co masz w OWU i będziesz w stanie uzyskać przed sądem.

  5. Też wezmę, jeno za miesiąc dopiero. Teraz, przez Ciebie Przemko, wydałem całą kasę na rower czasowy! Przypuszczałbyś niegdy, że blog ten tyle efektu motyla i smoka generować będzie?

  6. Przemku, czy mogę skorzystać z ubezpieczenia jeśli większą część roku mieszkam za granicą? Oczywiscie mam również adres zamieszkania w Polsce

    1. Coś mi się źle kliknęło i nie dokończyłem… Generalnie przemieszczam się na terenie EU.

      Czytałem warunki ubezpieczenia ale nie znalazłem jednoznacznego zapisu więc nie za bardzo wiem jak to interpretować.

  7. A gdy mam ubezpieczone mieszkanie w innej firmie to czy w razie wydarzy się jakies nieszczęście to dostanę zwrot w dwóch firm? Taka sytuacja.

      1. Dopytałem:
        „Może Pan posiadać ubezpieczenie OC w kilku Towarzystwach Ubezpieczeniowych, należy jednak pamiętać że w przypadku ubezpieczeń majątkowych możemy wyłącznie otrzymać odszkodowanie odpowiadające wartości poniesionej szkody (stracie, którą doznaliśmy w następstwie zdarzenia objętego ochroną ubezpieczeniową) a nie wielokrotność odszkodowań odpowiadającej liczbie polis”
        Czyli, działa 🙂

  8. Prosze o informacje bo nie rozumiem z tego co widze w OWU dla OC w concordi jest podpunkt 4.2.6, ktory jednak mowi ze Concordia nie odpowiada za szkody powstale podczas zawodow lub rywalizacji o charakterze sportowym. Wiec ktos tu wprowadza kogosc w blad ze obejmuje starty na zawodach ?????

    1. Tomku, sugerowałbym większą staranność przy analizie treści.

      Cytowany przez Ciebie punkt OWU w pełnym brzmieniu:
      4.2.6. Jeżeli w polisie przewiedziano objęcie ochroną ubezpieczeniową szkód
      wyrządzonych osobom trzecim w związku z amatorskim uprawianiem
      narciarstwa, snowboardu oraz sportów wysokiego ryzyka, Concordia nie
      odpowiada za szkody:
      a) powstałe podczas zawodów lub rywalizacji o charakterze sportowym,
      b) powstałe poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

      Jak widzisz, dotyczy on: narciarstwa, snowboardu oraz sportów wysokiego ryzyka. Te ostatnie są zaś wymienione w pkt. 4.3.3. OWU. Są to: sporty motorowe i motorowodne, lotnicze
      (szybownictwo, baloniarstwo, spadochroniarstwo, lotniarstwo, paralotniarstwo,
      motolotniarstwo oraz wszelkie ich odmiany), żeglarstwo morskie oraz sporty
      walki, sporty motorowe lub motorowodne, powietrzne, speleologia, wspinaczka
      górska i skałkowa, rafting i wszystkie jego odmiany, nurkowanie przy użyciu
      specjalistycznego sprzętu, kitesurfing, heliskiing, heliboarding, skoki na
      gumowej linie, uczestniczenie w wyprawach survivalowych lub wyprawach do
      miejsc charakteryzujących się ekstremalnymi warunkami klimatycznymi lub
      przyrodniczymi typu pustynia, wysokie góry powyżej 5 500 m n.p.m., busz,
      bieguny, dżungla i tereny lodowcowe lub śnieżne wymagające użycia sprzętu
      zabezpieczającego lub asekuracyjnego.

      Jak widzisz, TU Concordia NIE UZNAJE ŻADNEJ Z ODMIAN KOLARSTWA JAKO SPORTU WYSOKIEGO RYZYKA. Wydawało mi się, że dość klarownie pisałem o tym w tekście.
      Najwidoczniej nie.

      1. Witam. Wiem przepraszam, niestety zasugerowalem sie i bylem przekonany ze sporty ryzykowne to MTB rowniez. Wlasnie chcialem prosic o usuniecie mojego wpisu aby nie robic zamieszania. Jednakze przepraszam za zamieszanie.

  9. Bardzo ciekawa lektura i podejście. Mam wrazenie ze większość osób przy wyborze ochrony ogranicza sie niestety tylko do NNW. Pana tekst poszerza świadomość konieczności odpowiedzialności za swoje czyny (wychodząc poza zakres odpowiedzialności za zalanie sąsiada ☺️ ).
    Sama mam ogromne obawy przed startami w masowych zawodach z startu wspólnego właśnie z uwagi na ryzyko jakie się z tym wiąże. Oczekiwałam na wyniki Pana poszukiwań teraz z radością zapoznam sie z OWU /juz nasunęło mi sie pytanie czym sa treningi co najmniej 2x w tygodniu – czy to bedzie średniorocznie min 104 treningi, czy biegowe treningi tez wlicza, jaki minimalny czas treningu , bieżnia , trenażer….. sprawdzę czy owu odpowie na te pytania i na prwno sie podzielę/.
    Zgodnie z Pana sugestia udostępniam Pana tekst na swojej stronie i mam nadzieję ze bedzie przydatny i ze skorzysta z wniosków jak najwiecej osób….. życzyłabym sobie tez by posiadanie takiego ubezpieczenia było obligatoryjne dla uczestników zawodow. Pozdrawiam

  10. A skąd u Ciebie mieszkańca gór odniesienia do Gassy-GK? Aż sprawdziłem czy to aby nie zaprzyjazźniony skoczny/warszawski blog.
    Najbardziej podoba mi się, że ubezpieczenie działa w kraju w górach powyżej 5,5 tys. mnpm. Nic tylko iść łoić. Najlepiej wygląda ubezpieczenie Alpenverein. Ma tylko jedną wadę. Trzeba jeździć na szerokich oponach (czyli jest wyraźnie nieszosowe). Dla tych co lubią get dirty ideał.

  11. Witam,
    Czy orientuje się Pan czy ubezpieczenie OC pokrywa też ewentualne szkody na sprzęcie, który został wypożyczony? Np.wypożyczając rower w jakimś europejskim kraju zaliczyłbym „ślizg” to czy kwota za ewentualne szkody, które wypożyczalnia będzie domagała się ode mnie byłaby pokryta z tego OC?

      1. ” w takim przypadku nie będzie odpowiedzialności za uszkodzenie roweru, natomiast ochrona w ramach OC obejmuje odpowiedzialność za szkody w mieniu lub na osobie, wyrządzone osobom trzecim związane z posiadaniem lub użytkowaniem roweru.
        Pozdrawiam
        Anna Gałecka
        Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Nauki”

  12. Temat zacny, ale…jest inna ciekawa oferta na rynku. Hestia Ergo sport. Wszystkie powyższe opcje plus wartość dodana – ubezpieczenie sprzętu od kradzieży do kwoty 25k…i jest tu mowa o sprzęcie a nie konkretnym egzemplarzu. Z kradzieżą z samochodu włącznie. Narty , rower , wake i co tam chcesz. Ubezpieczenie obejmuje również sporty ekstremalne łącznie z instruktorką.

  13. Witam,
    Odnosnie zdania, że ubezpieczona jest też rodzina… jaka jest definicja rodziny oraz czy naprawde jest tak, że jak jezdzimy z zona razem to wystarczy ze ubezpieczy sie jedno z nas?

  14. Bry, coś się zmieniło chyba bo teraz kwota roczna jest kwotą 10-cio miesięczną ?

    „Dziękujemy za skorzystanie z formularza ONLINE i wybór ubezpieczenia Odpowiedzialności
    Cywilnej CONCORDIA wariant PREMIUM TAP ze składką za okres 10 miesięcy ochrony – 270 zł.”

  15. Witam, a ja mam pytanie odnośnie stowarzyszenia do którego się przyłączamy. Na stronie SWRN w zakładce aktualności ostatni wpis jest o zbliżającym się walnym zebraniu które obędzie się 30.06.2016r.
    Czyli około dwa i pół roku temu. Od tamtej pory nic się nie działo? Czy to istnieje?
    …z natury jestem podejrzliwy 🙂

  16. Dostał już ktoś potwierdzenie zawarcia ubezpieczenia? wysłałem zgłoszenie /kasę 9 stycznia, papiery pocztą kilka dni później i cisza. Znajomi mają tak samo.

    1. OK, już wszystko jasne. To nowy produkt, więc dopracowanie procedur chwilę trwa.

      Concordia (w liście powitalnym) rezerwuje sobie prawo do przesłania potwierdzenia w terminie do 45 dni od daty przystąpienia do ubezpieczenia (która przypada na każdy pierwszy dzień miesiąca). Czyli, w teorii, w Twoim przypadku mają czas do ok. 15 kwietnia. Z oczywistych względów nas to nie urządza, więc wespół z brokerem interweniowaliśmy w tej sprawie. Zmiany w procedurach zostaną wprowadzone “na dniach”.
      Po pierwsze: wysyłka potwierdzeń dotychczas zawartych umów zostanie przyspieszona – czyli wyjdą również “na dniach”.
      Po drugie: każdy ubezpieczony będzie w stanie sam wygenerować potwierdzenie z systemu (po uprzednim zalogowaniu się) a informacja o tym znajdzie się w przyszłości w listach powitalnych.

      PS Telefoniczne potwierdzenie dotyczące objęcia ubezpieczeniem każdy z nas jest również w stanie uzyskać bezpośrednio w Concordii.

  17. dalej czekam na potwierdzenie zawarcia umowy, na szczęście wziąłem opcję z miesięczną opłatą, więc jeśli nie dostanę go do końca marca to więcej nie zapłacę.

  18. 14.01.2019r przystąpiłem do ubezpieczenia i zapłaciłem pierwszą ratę, polecony wysłałem 15.01.2019r i cisza. Jeśli rzeczywiście jest tak jak piszesz Przemek to jeszcze trochę poczekam.

  19. Dostałem dziś mailem potwierdzenie zawarcia umowy 🙂 SUPER !!! jadę na Ślężańskiego Mnicha bez obaw bo w zeszłym roku uniknąłem zbyt wielu kraks i statystycznie w tym roku powinienem leżeć .

  20. Jak będę zarabiał 1000 euro na rękę to jest jakieś 4200 złoty to się będę ubezpieczał. Na razie mam ogólne ubezpieczenie w PZU i to mi musi wystarczyć.

  21. Nie wiem jak mam rozumieć, ale w deklaracji od SWRN przy NNW jest zapis „Oświadczam, że nie uprawiam dyscyplin sportowych polegających na uczestniczeniu w treningach, zawodach, wyścigach, występach, imprezach sportowych, obozach kondycyjnych i szkoleniowych a także nie jestem członkiem żadnego klubu, związku, ani żadnej organizacji sportowej oraz nie uprawiam sportu zawodowo.” to w końcu jak można, czy ne można uczestniczyć w amatorskich zawodach? Mo mi się wydaje, że przystępując do tego ubezpieczenia i jak rozwalę komuś rower np. na Mazovia MTB Marathon to ubezpieczyciel nie pokryje tego

      1. Ups, przepraszam, pomyliło mi się, ale przy NNW taki zapis jest, al dopiero przy deklaracji której podpisuje się.
        Napisz gdzieś wyraźnie, że wybierając te ubezpieczenie trzeba najlepiej puścić chęć przystąpienia na początku miesiąca, przed miesiącem który ma być jako pierwszy ubezpieczony.
        Bo ja akurat zgłosiłem się 31 marca 2019, wyklikałem wszystko i nigdzie nie pisało, że ubezpieczenie liczą od 1-go każdego miesiąca i że trzeba co najmniej 2 dni przez dniem ubezpieczenia dostarczyć deklaracje i mieć opłaconą składkę (tego dowiedziałem się dopiero w mailu) :/

          1. A tak poza tym super artykuł. Skorzystałem od maja będę świadomym uczestnikiem ruchu drogowego, więc proszę do tej pory nie wskakiwać mi pod koła 🙂 pozdrawiam i sorry za błędy 🙂

  22. „Czy dokupienie NNW spowoduje, że pakiet będzie tańszy?
    Tak. Nie zapłacisz po prostu co miesiąc kolejnej składki na SWRN” – a tego to nie rozumiem 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s