Weekend minął niepostrzeżenie, skupimy się więc dziś na kacu. Nie będzie to jednak powiastka dla tych, którzy przepili noc z czwartku na poniedziałek, doprowadzając przy tym do tego, że im się białka w oczach ścięły. Sposoby radzenia sobie z Syndromem Dnia Następnego są bowiem dwa: przejeździć go (ruch na świeżym powietrzu najlepszym lekarstwem) lub przeleżeć (gdy zmiana pozycji z horyzontalnej na wertykalną przywraca nam, niekoniecznie na myśl, środową kolację).
Nie. Rzecz będzie o tym gorszym rodzaju kaca. Gorszym od fraktala na kaflach w łazience i nieświeżego oddechu nazajutrz. Najgorszym. Tym, który skutecznie odbiera nam sen, siły i chęć do życia. O „moralniaku”.

Zapewne znasz to uczucie. Zapewne nie raz go już doświadczyłeś. Była noga życia, litry wylanego potu, bezradnie rozkładane na ustawce ramiona, gdy wszyscy z koła pourywani. I przyszła dziura w treningach. Choroba, kontuzja, urlop z rodziną, wyjazd służbowy. „Niejeżdżenie”. Włączyła się zatem paranoja: „wszystko pójdzie na marne”, „jak długo ja to będę musiał/-a odrabiać?”, „gonka tuż, tuż a ja zamiast jeździć gofry wpierdalam i dupa rośnie”. Dobry humor znika w momencie – nasłuchałeś/-aś się przecież, że „tydzień przerwy to miesiąc treningu w tekę”. A jak jest w istocie?

Bardziej różowo, niźli Ci się wydaje. Dużo bardziej.
Zacznijmy od „braku chęci do życia”. To, że stajesz się markotny/-a, to nic innego jak „zespół abstynencyjny”. Normalna reakcja po odstawieniu każdego narkotyku (nie żebym był ekspertem). Czy prawda leży w „sport uwalnia endorfiny, dopaminę” czy w „stymulacji gruczołu krokowego u mężczyzn” 😉 – nie wiem, nie podejmuję się rozstrzygać. Należałoby pytać lekarza. Faktem jest, iż kilkudniowa choćby przerwa od aktywności fizycznej powoduje klasyczny „zjazd”. Nań zaś nakładają się obawy dotyczące spadającej formy. Czy słusznie?

Niekoniecznie. Z mojego doświadczenia wynika, iż wszystko zależy od trzech czynników: powodu, czasu trwania oraz pory zaistnienia owej abstynencji. W przypadku choroby czy kontuzji bardziej cierpimy zapewne przez konsekwencje dolegliwości, które nas dopadły (ogólne osłabienie, ograniczona ruchomość i im podobne). Chorowanie kolarza to zresztą temat ciekawy sam w sobie. Wart osobnego wpisu – coś w deseń „Rule no. 5, czyli umieram na katar”. W kwestii kontuzji zaś – mała rada/dygresja: nigdy, ale to nigdy, przenigdy nie ufaj tzw. lekarzowi ogólnemu. Ba, ja nauczyłem się braku zaufania to chirurgów ogólnych. W sumie to raczej oni skutecznie mnie tego nauczyli. Jeśli możesz, zawsze konsultuj się z lekarzem/chirurgiem/ortopedą sportowym. Zdziwisz się jak odmienne podejście prezentują. Mnie nigdy nie zawiedli.
Wracając do meritum: jeśli przerwa w treningach nie jest spowodowana kontuzją czy chorobą, zwykle jest ona dla Ciebie… błogosławieństwem. Tak, tak. Często w tym naszym zacietrzewieniu zapominamy się i w pogoni za cyferkami doprowadzamy do stanu, w którym na rower nie „chcemy” wyjść a „musimy „wyjść”. Oprócz tego katujemy te nasze biedne kulasy i pompkę, nie dając im nierzadko chwili wytchnienia. Umyka nam gdzieś, że lepiej być „niedotrenowanym” niż „przetrenowanym”. Jeśli zatem taka przerwa wypada w połowie sezonu lub w drugiej jego części – jej wpływ na naszą dyspozycję może być jedynie… pozytywny. Pisałem przecież – formę budujesz odpoczywając a nie jeżdżąc na rowerze.  😉
Warunki są dwa. O jednym wspomniałem powyżej: musisz mieć w nogach trochę kilometrów, niekoniecznie będzie to błogosławieństwem w lutym. A drugi? Drugi to oczywiście długość owej przerwy od kręcenia. Czy tydzień spowoduje, że cofniemy się z cyferkami o miesiąc ciężkiej pracy? Nie. Tydzień spowoduje, że będziesz świeższy/-a. Ja nie zauważyłem negatywnego wpływu takiej przerwy na dyspozycję. Ba, w zeszłym roku, zaraz po takowej startowałem na Giga w Łasku (220 km). Poukładało się tak, że wygrałem Open. Wniosek: moc/wydolność raczej nie ucierpiała w żadnym z zakresów. O kilka uderzeń podniosło się jedynie tętno (co zwykle uznawane jest właśnie za oznakę owej „świeżości”). Prosi też mają w zwyczaju robić sobie kilkudniowe wakacje od roweru w środku sezonu. Trenerzy zalecają również, by po każdych trzech, czterech tygodniach solidnej pracy (600-800 TSS) zrobić sobie jeden luźniejszy (300-400 TSS).
A co z kilkunastoma dniami przerwy? Moje doświadczenia po przeróżnych dzwonach pokazują, że nawet dwa tygodnie przerwy nie sieją spustoszenia w nogach. Owszem, to punkt, w którym zaczyna nam szwankować wydolność w „górnych rejestrach” – VO2Max i wyższych, natomiast z „bazy” i „tempa” możemy jeszcze korzystać do woli.

Konkludując: przerwa od roweru to nie tragedia. Ba, zwykle pozostawia po sobie pozytywne efekty. Nie ma więc powodów do stresu. Tym bardziej, że cała ta zabawa ma nam przecież sprawiać przyjemność a nie przydawać trosk.

PS Spodobało się? Udostępnij, skomentuj i/lub „polub” fanpage na FB. Dziękuję.

27 myśli na temat “Kac

  1. swego czasu korzystalem z trenera online..na poczatku wielkie wow a po ktorys zawodach juz ledwo do mety dojezdalem.pojawila sie choroba i skonczylem wspolprace jednoczesnie.Teraz mija drugi miesiac jak trenuje wedlug swoich odczuc zmeczenia i pojawiaja sie jakies skromne wyniki w zawodach wkoncu a nie walka o zycie.moral ze bylo za mocno i przerwa tylko wyszla mi na dobrre

  2. Wpis spadł mi z nieba. Planowałem ostatni, mocniejszy tydzień przed Bike Challenge. A tutaj awaria roweru (koło wygięte), a później 2 wyjazdy służbowe jeden po drugim bez możliwości kręcenia = tydzień z kalendarza wypada. Teraz zamiast „cofania się z formą” zamieniam nastawienie na „łapię świeżość” :D. Przy okazji odkurzę ścieżki biegowo na dzielni. Pozdro!

    1. Wczoraj właśnie wyszedłem pierwszy raz na rower po 2 tygodniach wakacji z rodziną. Celowo nie zabrałem roweru, żeby dać odpocząć żonie i dzieciom od mojego hobby. Jakie było moje zdziwienie 🙂 kiedy przez pierwsze 60 min kręciłem z wyższą średnią niż normalnie przy tym samym tętnie. Wiem, że to nie jest miarodajne, ale … Lekka „zadyszka” pojawiła się po około godzinie. Obstawiam, że dwa, trzy tygodnie pracy i wszystko wróci do punktu wyjścia. Natomiast … Jest właśnie ta wspomniana „świeżość”. Jest głód roweru po dwóch tygodniach no i … Fajnie było móc poświęcić samego siebie w 100% dla najbliższych przez ten czas.

      Dodatkowo zakładam, że w tej całej zabawie na poziomie amatorskim ważne są tak samo nogi jak i głowa. Głowie też trzeba czasem dać odpocząć, przewietrzyć, zrelaksować. Trzeba zresetować bufor z motywacją i zgłodnieć 🙂

  3. Taaa. Właśnie dopadła mnie taka nie planowana przerwa. Zrobiło mi się coś czego nawet literatura medyczna nie opisuje. Najgorsze jest to, że oprócz siedzenia na siodełku wszystko mogę. Więc teoretycznie mógłbym robić treningi w korbach( no ale ile można). Rozleniwiam się i wkurzam. brak mi planu na zastępcze katowanie i uszczęśliwianie zarazem siebie. pompki przysiady i decha to własciwie wszystko na co mnie teraz stać. A na tym wszystkim korzystają dzieciaki dla których mam więcej czasu i zrealizowanych pomysłów więcej;)

  4. Jestem wlasnie pi 3 tyg intensywnego upalania i aktualnie jest to moj 5 dzien przerwy… jutro wsiadam na rower, nie wiem czy nie za wczesnie, ale mysle ze male przepalenie nie zaszkodzi (40-50km w tlenie). Ciekaw jestem efektow, bo caly 3 tyg.cykl robilem „na czuja”. Chetnie dam znac jakie efekty dal caly mikro cykl. Pozdrawiam 🙂

  5. Jak zwykle fajnie napisane, konkret z humorem 😉 W najbliższą niedzielę jadę na Rajd Wokół Tatr (220km/2500m). Świadomie postanowiłem zrobić tygodniową przerwę od treningów – no może jedynie w środę lekki rozjazd w 2 strefie 😉 Zobaczymy jaki będzie efekt.

    1. No to widzimy się w niedzielę w Nowym Targu 🙂 ja robiłem treningi pon – tempówki 3h, wt – tlenik 1h30min, wczoraj rozjazd 1h i do niedzieli już nóżki w górze. Zobaczymy jak będą kręciły wokół Tatr 🙂

  6. U mnie aktualny kac z powodu 2 tyg. wakacji z rodziną 😃 Na prośbę najdroższej – bez roweru … Co z tego bedzie? Jestem dobrej myśli 😉

  7. Wiecie co ? żal mi Was chłopaki. Tyle tylko powiem że współczuję Wam. Żyjecie w niewoli jaką jest dla Was uzależnienie od treningu, od rowera. Kac bo wakacje z rodziną ? Kac bo wyjazd bez rowera ? Kac bo tydzień odpoczynku ? Ja pier…. ludzie wyluzujcie, bo nie wiem… życie Was zweryfikuje. Jesteście młodzi i sprawni, macie świat z jego pięknem i różnorodnością do Waszej dyspozycji, a ograniczacie się do jednej rzeczy jaką jest rower. Życie jest tylko jedno i zapewniam Was przyjdzie kiedyś taka refleksja w Waszym życiu „dlaczego byłem taki głupi i goniłem własny ogon, zamiast czerpać radość z życia”. Jeżeli ktoś stawia trening ponad spędzenie czasu z dziećmi czy ponad spędzenie czasu z osobą która go kocha to jest biednym człowiekiem. Tyle w temacie.

    1. Dużo masz racji. Ja to nazywam syndromem przedwczesnego przekwitania. Kult młodości , siły , piękna ciała powoduje , że wielu ludzi a szczególnie facetów po 35-40 rokiem życia w pada w panikę , że się starzeją . Nie umieją się z tym pogodzić. Próbują sobie udowodnić za wszelką cenę , że mogą wszystko a nawet więcej . Realizują zawzięcie plany treningowe kosztem rodziny i samych siebie. Ostatnio spotkałem bliskiego znajomego triathlonistę w wieku jw., którego nie widziałem na zawodach od roku. Pytam , kontuzja ? Nie , zrobiłem przerwę. Teraz trenuję bo chcę a nie bo muszę. Refleksja przychodzi. Oby nie zbyt późno.

    2. Masz trochę racji ale bierzesz to za bardzo „zerojedynkowo”. We wszystkim co robimy zawsze jest potrzebny balans. Generalizujesz, tyle w temacie.

  8. Ja jako totalny amator (z dużymi tendencja mi do wszelakiej rezygnacji ze wszystkiego jak mnie coś nagle dopadnie:kontuzja,choroba) zauważyłem że po tygodniowej przerwie zawsze,ale to zawsze robię rekord trasy.
    Pozdrawiam.

  9. Ja nie mam kaca tylko nerwicy dostaje. Chodze wkurzony na cały świat. Wystarczą 4 dni przerwy i mam ochote wszystkich wkoło pogryźć. Niektórzy mówią, że okresu dostałem 🙂 Wystarczy, że zrobie runde 40-50 km i wracam do zdrowia 🙂 Na zime kupuje trenażer, myśle że nie bedzie jesiennej deprechy 🙂

  10. Każdy chyba to przechodzi. Ja nie tak dawno zaliczyłem potężną glebę – chodzić nie mogłem, prawą ręką ruszać nie mogłem (jeździłem max na 4 biegu autem, bo nie dałem rady dalej ręki wyciągnąć). Po tygodniu wyjechałem na dwa krótkie wypady po szosie i nawet dało się jechać, ale pojawił się ból w pachwinie. W kolejnym tygodniu maraton MTB 49km. Startuję z ostatniej linii, żeby nie wadzić, bo wszak prawie inwalida i zaczynam jechać. Nie dość że bolało niewiele, to jeszcze noga zaczęła podawać i zamiast być ostatni (z ok. 70) dojechałem 23 i chciałem więcej :). Także nie bać się przerw.

  11. Super post, dzięki!
    Właśnie przechodzę przypadek jak ze zdjęcia RTG na górze, tylko że lekarze stwierdzili, że nie ma sensu operować. Trochę smutno bez roweru przez ostatnie dwa tygodnie, zostaje bieganie i trenażer.

  12. nowy tutaj, bardziej goral niz szosa ale tematy bloga bliskie sercu bo sigaweg pelno. Super strona i wpisy. Bede mial czytania od metra do nadgonienia. Rajdy tez bliskie sercu wiec mam radosc podwojna. Pozdro zza oceanu.

  13. A jak życie z połączeniem obojczyka? Mi również (jak koledze niżej albo wyżej) lekarz nie polecał operacji bo: a) operacja b) może się urwać . Już 5 lat mi lekko opada ramię jak nie patrzę i nie przeszkadza w życiu. Trochę tylko długie leżenie na tym boku powoduje takie nienaturalne wyginanie się barku i w związku z tym lekki ból.

    1. U mnie nie dało się bez – IV stopień (zerwany cały więzozrost). Na początku git – na rower wsiadłem w dzień zdjęcia szwów. Po kilku miesiącach „stanęło” i trzeba było wielu godzin u fizjo, by zrobiło się znośnie.
      Teraz odczuwam dyskomfort, ale nie przeszkadza to w życiu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s