W niedawnym tekście ustaliliśmy, że trzydzieści godzin jazdy w ciągu tygodnia to: a) żaden wyczyn, b) obciążenie, które nie stanowi większego problemu dla nóg, płuc czy serca. Warunek postawiliśmy jeden: odpowiednie tempo.
Jest jednak część ciała, która musi być w tych warunkach gotowa na srogie batożenie. To zad. Dziś, z wielką przyjemnością, o nim.

Konsekwencje zbyt ciężkiego dnia w siodle znasz. Otarcia, krwiaki, cysty, potówki – sama słodycz. Czy da się ich uniknąć? Jasne. Wystarczy się myć i nie jeździć na rowerze. Czy da się tłuc tysiące kilometrów i zachować „tamże” względny komfort? No tu się sprawa komplikuje. Doświadczenia (czasami niezbyt przyjemne) podpowiadają mi, że części problemów w stu procentach nie unikniemy. Cóż… Nazywając rzeczy po imieniu: dupa będzie boleć.
Ale może boleć mniej lub bardziej. Za „mniej”, w moim przypadku, odpowiadają dwa składniki: dobre smarowidło poślizgowe oraz najważniejsza część kolarskiej garderoby, czyli spodenki.

„Maści na ból dupy” używam od zawsze. Dziś w sumie nie wyobrażam sobie, jak ktokolwiek, „poważniej” jeżdżący na rowerze, może bez niej żyć. To preparat, na którym nie zwykłem oszczędzać. Testowałem w życiu pewnie kilkanaście marek. Przerobiłem oczywiście kompletne porażki, typu „to coś z Decathlonu” (chciałoby się napisać, że to produkt do dupy, ale to określenie, z oczywistych względów, nie pasuje). Owa maź nadaje się ewentualnie na przemysłowy smar przekładniowy, który przez rok nie spiera się z raz zapaćkanej nim garderoby.
Po przeciwnej natomiast stronie skali zajebistości znalazłem coś, co od dawna stanowi dla mnie niedościgniony wzór zabezpieczania zadu przed otarciami. To Assos Chamois Creme. No hit. Brać, nie pytać o cenę (a najniższa jest na Wiggle’u). Lekki, puszysty, delikatnie miętowy. Ech…  😉

139090099-1

OK, tyłek przesmarowany, czas go więc przyodziać. I tu dochodzimy do clou sprawy. Nie ma istotniejszej części kolarskiej garderoby niż spodnie z pampersem. A tych oczywiście w sklepach bez liku. Które wybrać? To pewnie temat na dłuższą rozprawkę. Ja poszedłem trochę na skróty. Jako że wybredny jestem, żaden z dostępnych na rynku modeli nie spełnia w stu procentach moich oczekiwań. Więc go sobie stworzyłem. To znaczy, nie że ja sam, tymi ręcyma. Zamówiłem. Nie napiszę natomiast u kogo, bo mi zaraz jakaś jędza wytknie, że przyciąć chcę na Tobie.

Czymże się więc te „idealne” bibszorty szczycą? Posiadają szereg cech, na których szczególnie mi zależy:
Wyposażone są najlepszą możliwą wkładkę. A jak znaleźć najlepszą możliwą wkładkę? Zamawiasz najdroższy model w firmie uznawanej za lidera rynku. W tym przypadku padło na model Endurance Anatomic Road Men Hybrid od Elastic Interface. Włoski producent, pampers przeznaczony na jazdy 7h+. Lepiej się nie da. Grubiej też. To trzynaście milimetrów gąbki. Naprawdę robi robotę. Wyrobów EI używa na przykład Rapha w topowych (czytaj: astronomicznie drogich) modelach. A propos ceny: ta wkładka kosztuje TRZY RAZY więcej, niż „normalna”. Trzy razy! Ale uwierz – Twoja dupa jest tego warta (jakkolwiek to brzmi).

FXCY1687-road-elastic-interface

Uszyte są z przyjemnej w dotyku, bardzo elastycznej lycry. Zapomnij o pseudokompresji. W naszym, stricte amatorskim, wydaniu jest przereklamowana. Nam ma być wygodnie. Chciałem więc mieć spodenki, których nie czuję po założeniu. Mam.
Każda z nogawek to jeden kawałek materiału. Nie lubię paneli. Większa ilość paneli = większa ilość szwów. Większa ilość szwów = większa ilość otarć. Proste.
czarno-czarne. O stylówce jeszcze kiedyś podyskutujemy, lecz już dziś oznajmiam, iż moim zdaniem, każdy szanujący się kolarz amator powinien w swej garderobie posiadać choć jedną parę (lub choć pięć par) całkowicie czarnych spodni. Jeśli wiesz dlaczego – nie muszę Ci tego wyjaśniać. Jeśli nie wiesz dlaczego – nie muszę Ci tego wyjaśniać (i tak się nie zrozumiemy).

_DSC0367.jpg

Czarne są również szelki. Zatem takimi pozostają. Nie zrobią się żółtoszare po pierwszym praniu (jak te „białe”).
Nogawki są nieco dłuższe niż te „zwykłe”. Dlaczego? Takie mi się bardziej podobają. Te kończące się w połowie uda – niekoniecznie.
Zakończone grubszą taśmą. To również moje dziwactwo. Nie lubię spodni zakończonych „na płasko”, z paskiem silikonu wklejonym od wewnątrz. Po kilku jazdach nogawki przypominają falbany. Kilkugodzinne wycieczki natomiast zwykle kończą się odparzeniami w miejscach, w których silikon ma stały kontakt ze skórą. Często mam w nich również problem z dodatkowymi nogawkami, które zakładam w chłodniejsze dni – zjeżdżają po udzie i robią się z nich pokrowce na buty. Co innego guma. Guma „trzymie”.

To pewnie tyle. Mój ideał to zatem czarno-czarne, ultrawygodne spodnie, pozbawione jakichkolwiek logotypów. Pasują do wszystkiego.

…a znajdziesz je tutaj.

PS Spodobało się? Udostępnij, skomentuj lub „polub” fanpage na FB. Dziękuję.

ZDJĘCIA: SZRUBKOWSKI PRO PHOTOGRAPHER, ASSOS, ELASTIC INTERFACE

28 myśli na temat “Dajże rzyci żyć

  1. W moim przypadku technika jazdy na dluzszych dystansach. Mam na mysli to ze staram sie jechac okolo 3, 4km w siodle, pol kilca na pedalach, raz mniej, raz wiecej. Masci przyznam iz nigdy nie stosowalem, ale skoro zachwalasz, zakupie, uzyje. Wiekszosc zjazdow odbywam „na stojaka”. Spodenki sto procent racji, pampers w galotach za 150 a 350 sie baaaardzo rozni, ten drozszy poprostu robi robote 😉 Inna sprawa jest mozliwosc przepierki. Wiem wiem, moze sie to wydawac dziwne ze gosciowi po machnieciu 200km dziennie nie przyjdzie na mysl wypranie ciuchow. Poprostu czasem nocleg wypadnie w takim miejscu ze poprostu nie ma gdzie i butelka wody mineralnej nie ogarne calego prania 😉 Siodlo. Kiedys myslalem ze siodlo musi miec dziure stad mialem jakies srednio wyzsze selle, teraz mam bezdziurowego bontragera i bezbolesny dystans sie zwiekszyl o 30%.Co wazne i jedno i drugie bylo dobierane przez fachowcow, wiesz, pomiar rozstawu kosci kulszowych, szerokosc i kąt ruchomosci stawu biodrowego.To tyle z moich doswiadczen.

  2. Koszul od Maja więc spodzień spodziewać się można też ? Szczególnie ,że w katalogu na stronie narazie kolarz z gołym tyłkiem pozostawiony bo w ofercie spodnia brak. Jak tak to o jakość można być spokojnym.

      1. Dam rade. Koszulka z Quest-a widać, więc spodenki też od Quest-a będą? Szczególnie, że w sklepie internetowym same koszulki, spodenek brak. Jeśli to Quest to o jakość jestem spokojny.

  3. Niestety porady w tym zakresie są czysto indywidualne., rzadko doświadczenia jednej osoby przekładają się na drugą 😉
    Znam ludzi co jeżdżą ultramaratony po 1000km bez najmniejszego bólu siedzenia, bez kremów itd, stroje i siodełka ze średniej półki. Osobiście przygotowując się do najdłuższego polskiego ultra MRDP w 2013 (ponad 3tys km) zainwestowałem w ten krem Assosa, bardzo niewiele dał, działał na trasie bardziej na zasadzie placebo, więc po imprezie uznałem, że szkoda kasy. Pod tym względem w peletoniku ultra dominują wyznawcy Sudocremu (który w teorii jest na gojenie ran, a nie na poślizg). Jeździłem w spodenkach za 400zl z jakimiś super-hiper wkładkami i żadnej różnicy w porównaniu do tych za 200zł nie zanotowałem. Jak dla mnie kluczem do unikania bólu na dużym dystansie jest odpowiednia pozycja na rowerze, taka która niweluje obciążenie siedzenia, ale szukanie jej to szukanie świętego Graala, jak odciążymy siedzenie, to przeciążymy co innego i tak w kółko Macieju. Podobnie i wybór siodełka – temat-rzeka, doświadczenia innych nijak się mają do naszych, mam kolegę co zrobił 1000km na BBT na chińskim karbonowym siodełku – twardej desce poniżej 100g bez żadnego bólu tyłka. Sam próbowałem wielu modeli, zachwalanych przez wielu doświadczonych kolegów, u których się sprawdzają – ale nirvany nie udało się osiągnąć 😉

    Tak więc na podsumowanie przytoczę doświadczenia guru polskiego ultra Zdzisława Kalinowskiego (ukończył wszystkie edycje Bałtyk-Bieszczady). On po paru latach poszukiwań idealnego siodełka uznał, że nic z tego nie będzie i założył jakieś chamskie siodło z wbudowanym metalowym płaskownikiem, żeby się nauczyć „adaptować do bólu” ;)))

    1. Sto procent racji. Mam spodenki castelli po wiecej niz 400 zl mam i tanie i srednie i śmakie i owakie…. w siodle od ponad 20 lat trasy w dobę po 200, 300 … 500 km zero smarowideł. Na wspomnianej desce karbonowej moge spokojnie 200 ujechac i jest lajtowo. Co doopa to opinia. Nie ma jednych wspaniałych „bibszortuf” kazdemu podpasuje co innego.

  4. Moj kolega, Cezary Urzyczyn, jechal w MDRP w spodenkach Assos za jskies 6 stow, na ktore namowil go inny Ultras, Remek Siudzinski. Jechal w nich 9 dni i mowi ze roznica na ich korzysc jest znaczna. Ja osobiscie uzywam ten krem do d.z Deca i jakos mi nie przeszkadza. Natomiast w spodenkach z Deca, ktore wydawaly mi sie bardzo dobre, obtarlem sie po ok. 170 km. W spodenkach Speca, RBX na razie wyglada ze jest lepiej. Podpowiem ze nawet najgorszd otarcia udalo mi sie wyleczyc w ciagu 2 dni za pomoca kremu sterydowego na recepte o nazwie Triderm. Podczas gdy na takie powaznie otarcia zaden Sudocrem czy Alantan nie pomaga. Mozna ewentualnie probowac masc Tribiotic bez recepty.

  5. A najwyższy stopień wtajemniczenia, żywe zaprzeczenie wszystkich kolarskich prawideł – to Krzysiek Wiktorowski, który całe tegoroczne MRDP i wiele innych ultramaratonów przejechał w … jeansach! To jest dopiero fenomen!

  6. No i jak z tymi spodenkami? Można je zlecić do zrobienia lub kupić w stworzonej już kolekcji? Prośba o szczegóły – czy to wymieniany Quest?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s