Drogi Maćku,

piszę do Ciebie z oddali, gdyż zwykle im większy dystans, tym lepszy ogląd na sprawy przeróżne. Zarówno błahe jak i ważkie. Do tej drugiej kategorii zaliczam, między innymi, dobrostan dyscypliny sportowej, na którą obaj jesteśmy tak bardzo zajawieni. Niezmiernie mnie przeto cieszą Twe próby ożywienia atmosfery na przeróżnych kolarskich wydarzeniach. Impreza na torze w Pruszkowie? Niedawne przełaje w Koziegłowach? Zawsze z Pandą o kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt procent zwiększacie ilość kibiców. Ba! Czasami Wy dwoje to sto procent zainteresowanych! Chapeau.
Zawsze również po takim wypadzie na Twoim blogu pojawia się wpis o podobnej konstrukcji: trochę pojojczysz na znikomą ilość kibiców (zasadnie), ocenisz poziom organizacji i promocji (obiektywnie), sprzedasz organizatorom kilka rad na przyszłość (zwykle nader celnych) oraz zapytasz o to, co musiałoby się wydarzyć, by kibiców było więcej (retorycznie).

Tym razem postanowiłem Ci z oddali pomóc. Bo Cię lubię przecie. Podpowiem Ci więc zaraz, co musiałoby się wydarzyć, by kibiców na imprezach było multum a nade wszystko: co działaczom dadzą Twoje cenne rady.
Chuja dadzą, niestety. Spieszę wyjaśnić dlaczego.

Po pierwsze primo: kolarstwo to w Polsce sport niszowy. Jak byśmy nie próbowali zakłamywać rzeczywistości, jakich fikołków nie wyczyniali, powyższe pozostanie faktem. To, że „ostatnio w Polsce kolarstwo stało się bardzo popularne” nie oznacza, że nagle mamy miliony kibiców i adeptów trudnej sztuki pedałowania. To oznacza, że jest nas raptem kilka, może kilkanaście tysięcy. Dobra, w porywach do stu koła. Liczyłem to zresztą niedawno.
Zauważ – gdybyśmy dobrze przysiedli do mojej i Twojej bazy fanów, okazałoby się pewnie, że „znamy” prawie wszystkich kolarzy amatorów w Polsce. W niemalże czterdziestomilionowym kraju.
A ilu z nas tak na serio interesuje się przełajami czy torem? Pewnie promil. Bo poszczególne odmiany kolarstwa to nisze w niszy. I na nic argumenty w stylu „ale w Belgii się dało”. To trochę jak z drugim najpopularniejszym sportem świata (nie martw się, ja też nie wiedziałem, który to – z pomocą przyszedł dopiero wujek Google). Tak, to krykiet. Jak widzisz, mało istotny jest fakt, iż gdzieś ktoś za czymś szaleje. To nie wystarczy, by szalał ktoś inny, choćby za miedzą. Wyobraź sobie na ten przykład, że znajomy Brytyjczyk, z wypiekami na twarzy namawia Cię do wzięcia udziału w zawodach purringu. Zajawiony jest bowiem nań jak Ty na kolarstwo. Słuchasz z gasnącym zainteresowaniem, oglądasz kilka przydługich filmów na YT i myślisz: „no kurwa, kretyn”.
I o nas też czasami tak myślą. Zwykle wtedy, gdy z wypiekami na twarzach opowiadamy o trzystu kilometrach w siodle, niuansach wyścigów szosowych czy zaletach ścigania na  dwudziestostopniowym mrozie. Nam się wydaje, że to wszystko tak bardzo fascynujące przecie. A naszym słuchaczom nie. Bo kolarstwo to nudny sport. Nudny do oglądania. Ba, nudny do oglądania nawet dla tych, którzy go uprawiają. Sam przyznasz, że wystarczą Ci pięciominutowe „hajlajtsy” z etapów TdF. Wiosenne klasyki pewnie obejrzysz w całości tylko dlatego, że dobrze wchodzą podczas sesji na trenażerze.
Co więcej, nawet jeśli lubisz oglądać kolarskie zawody, wolisz oglądać je w telewizji czy na ekranie komputera. Bo współcześnie poziom realizacji transmisji, w większości przypadków, oferuje ciekawsze doznania niż skakanie przy trasie w trybie „live”. Kiedyś, przekaz z meczu piłki nożnej to kilkanaście białych punkcików na ekranie. Dziś te białe punkciki to wągry na twarzy Cristiano Ronaldo. W rozdzielczości UltraHD.
Tak szczerze, ja również wolę relacje na RedBullTV, gdy mi się kobieta ściga. Ujęcia z kilkunastu kamer, międzyczasy, klasyfikacje, komentarz, analiza sytuacji, newsy z boksów technicznych, powtórki udanych i nieudanych akcji. Ciężko to przebić bieganiem w losowe miejsca trasy.
A właśnie – kogo my w sumie lubimy oglądać? Członków rodziny (bo wypada) i gwiazdy (bo chcemy być choć troszkę,  troszkę jak one). A gwiazd światowego formatu mamy niewiele. Dla przeciętnego Kowalskiego, największymi gwiazdami polskiego kolarstwa są Michał Kwiatkowski i jego brat – Dawid. Obaj z Gorzowa. Dobra, jest jeszcze Majka i Majka. Dlaczego tylko troje? Bo w naszej powszechniej świadomości funkcjonują tylko dwie imprezy kolarskie: igrzyska olimpijskie i Tour de France. Maja zrobiła dwie blachy na igrzyskach, Rafał jedną, do której dorzucił grochy TdF. Kwiatek z Ponferradą już się tak Kowalskiemu do łba nie wbił. Dlatego ma pewnie większe problemy z łowcami autografów na ulicach Livigno, niźli Wrocławia. Mogliby pewnie spróbować częściej porobić za gadające głowy w telewizjach śniadaniowych, ich sezon trwa jednak jakieś jedenaście miesięcy i nie bardzo mają kiedy.
Odpowiesz pewnie, że gwiazdy da się wykreować nawet w niszowych sportach, podając za przykłady: skoczków narciarskich czy Anitę Włodarczyk. Tak, pełna zgoda. Tylko skoki narciarskie od lat funkcjonują zimą w każdym polskim domu jako dodatek do niedzielnego kotleta. A w Anitę Włodarczyk (jak i resztę lekkoatletów) Orlen wpompował przez lata grube miliony. Czyli potrzeba grubych hajsów. Ale hola, hola! Ja tu widzę światełko w tunelu! Przecież PZKol w końcu też ma finansowanie z Orlenu! Ponoć 3-4 miliony rocz… A nie, kurwa, czekaj…

Co nam więc pozostaje? Cieszyć się tym, co mamy. Jarać się naszą zajawką i próbować zarazić nią innych. Ale nie obrażać się na nich, gdy będą mieli inne plany. Lub gdy im się po prostu nie zechce. Mają do tego prawo.

Pozdro600 z Algarve,
P.

PS Spodobało się? Udostępnij, skomentuj lub „polub” fanpage na FB. Dziękuję.

12 myśli na temat “Pryszcze Ronaldo

  1. Niestety zgadzam sie w całej rozciaglości. Kolejny masowy a niszowy sport to rolki. Ktoś w ogóle słyszał o zawodach we freestyle slalom ? No własnie, może cos o rolkach agresywnych było, ale już mistrzostwa Polski w maratonie czy półmaratonie, ze o torze nie wspomnę ? Nie pozostaje nic innego jak robić swoje i sie tym cieszyć.

  2. Zgadzam się całkowicie. Startuję to tu to tam na południowym wschodzie i kibice są przy starcie/mecie (choć to pewnie tylko rodzina) i czasem, gdzieś na trasie jakiś dzieciak chce zbić piątkę i to tyle. Zdarza mi się też coś organizować, malizny, bo malizny ale jednak. Zainteresowanie ze strony kibiców jest zerowe. A szkoda, bo takie XC (tak tak iks ce) po lesie w grudniu w pięknej, śnieżnej scenerii było naprawdę piękne. Może się to kiedyś zmieni.

    PS. A kolarstwa oglądać nie cierpię 🙂

  3. biegi uliczne są chyba najpopularniejszym sportem (kto nie ma znajomego co biegał w zawodach?) a nie maja kibiców ani transmisji tv wiec z tym naszym kolarstwem nie jest wcale tak źle tym bardziej ze tendencja jest wzwyżkowa 😉

  4. No i bardzo ładnie mu napisałeś. Mam nadzieję, że to początek korespondencyjnego pojedynku, którego finalnym efektem będzie draft reformy polskiego kolarstwa. 😉 Niemniej jednak, mam parę ale:

    1. kolarstwo to nie jest nudny sport. Bardzo trudny do pokazania i stworzenia spektaklu medialnego szczególnie na miarę potrzeb mas wychowanych na szybciej, więcej i częściej, w dodatku z nieleczonym ADHD, ale na boga nudny? Kibicowanie w realu: na szosie poza strefą finiszu jest wyzwaniem ;), ale już XC, czy przełaje, nie wspominając toru, to dobry fun. Wiem, bo bywałem na Paulinium i było super, jeżeli nie spodziewasz się emocji na poziomie kolejnej części „Szybkich i martwych”, czy innego KSW… (do wygody leżenia przed telewizorem/laptokiem nie da się tego porównać, ale zostawmy to koninie, co ma 300 po 40 w nogach, cała reszta może spróbować chwilę postać :P)
    2. skąd Ci biedni ludzie mają wiedzieć z czym się je kolarstwo, dodatkowo w poszczególnych jego odmianach? Nie można zakładać, że każdy za dzieciaka grał w kapsle w Wyścig Pokoju słuchając relacji radiowej z kolejnego etapu. Brak kolarstwa w mediach wyrugował je ze świadomości kilku pokoleń! A ciężko kibicować jak się nie ogarnia struktury wyzwań danego sportu, nie wspominając o regułach i zwyczajach, gdy nie ma historii, idoli, młodych gniewnych, itp. itd. To zostało roztrwonione i mamy tu dziurę na dobrych naście/dziesiąt lat.Na razie pojawili się sezonowcy w koszulkach Team Sky, prosto z AliE… Na lokalne zawody przyjdą ludzi w jakimś stopniu osadzeni w tym kolarskim kontekście, oni docenią wysiłek i bez Maji, Michała, brata, kuzyna, siostrzeńca, będą się dobrze bawili. Ale na takich kibiców trzeba zapracować.
    3. co z fenomenem TdP, który jakoś obaj pominęliście? Oglądany w TV, tłumy na ulicach i nie, nie jest to casus memoriału Królaka. 😉 Dużo pieniędzy, media, profesjonalizm i… działa! Może to jest światełko w tunelu? To zasługa człowieka, pana Czesława i jego zespołu, czy może wracamy od starej mądrości piłkarskiej: „Kasa misiu, kasa”?

    Jest o czym gadać, tylko że my niestety #niczego. Ba, Tinkoff #niewiele mógł, a i Cannodale #zproblemami. Więc problem jest szerszy i my kibice niewiele możemy tu pomóc. Konsolidacja i globalizacja być może ma tu jakieś znaczenie. 😉 I na prawdę nie mamy co narzekać. Zawodnicy, Ci dopiero mają „przechlapane”, tylko spróbujcie spojrzeć na zawody z ich perspektywy. I nie mówię o tych z podium… Cały odrębny temat.

    1. Ha! No to, Panie Kolego, uderzyłeś w sentymentalną nutę (drugie zdanie drugiego punktu)!!! Topiło się kawałek woskowej kredki wewnątrz „kapsla”, żeby był cięższy i lepiej „szedł” na prostej 😉 A jakaś gazeta (Świat Młodych???) drukowała czasem flagi państw w takim rozmiarze, że jak ulał pasowały do kapsli :))) Ehh… to były czasy!!!
      Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s