Strava i Instagram podpowiadają mi, że zacząłeś/zaczęłaś się ruszać. I za nic masz sobie wątpliwe uroki obecnej aury. Ta jednak odwdzięcza się kreowaniem warunków, które sprzyjają nawiązywaniu nagłych i bardzo intymnych kontaktów z podłożem. Owe zaś lubią pozostawiać po sobie wielorakie pamiątki. Jakiś czas temu, jak na Mistrza Gleb przystało, podpowiedziałem Ci, w jaki sposób zwykłem sobie z nimi radzić. O tu. Dziś natomiast przyszła pora, by ów poradnik nieco rozszerzyć. Rzadko bowiem szorujemy rzycią po asfalcie „na czysto”. Zwykle zabieramy z sobą pół wiaderka żwiru a skurczysyn nie chce sobie pójść precz, choćby nie wiem czym go traktować.
…ale i na niego istnieją sposoby.

Pierwszy z nich to oczywiście, wspomniane w pierwszym wpisie, plastry hydrokoloidowe. Producenci znaleźli bardzo ładne określenie ich funkcji: gojenie ran w wilgotnym środowisku. Uwierz jednak, że to, co się tam dzieje, ładnym nie jest. Ale działa. A owa „wilgoć” uwalnia żwir z tkanek. Czasami jednak otarcie znajduje się w miejscu, na które nie sposób nakleić ów plaster (albo zdrapka jest zbyt rozległa). Co wtedy? Wtedy z pomocą przyjdzie nam maść Betadine. Cóż to takiego? Ano w uproszczeniu (wiesz, że je lubię): jodyna w żelu. O silnie dezynfekujących właściwościach jodu nikogo przekonywać nie trzeba – chyba każdy z nas „za gówniarza” przechodził kolejne (po inicjalnej kontuzji) katusze, będąc traktowanym przez mamę/pielęgniarkę, brunatnym płynem. Piekło i szczypało jak idź mi stąd. Piekło, gdyż jodyna to w ~90% alkohol. I to jedna z dwóch głównych różnic pomiędzy nią a Betadine. Druga z różnic to ich konsystencja. Jodyna jest szybkoschnącym płynem, Betadine zaś ma postać zbliżoną do żelu – zapewnia więc owo magiczne „gojenie w wilgotnym środowisku”, za które tak chwalę plastry hydrokoloidowe. Wystarczy więc ranę szczodrze nią (maścią) potraktować i czekać. Cały syf z niej wylezie. Aha, jeszcze jedno: to nie są wykluczające się sposoby. Przyspieszysz proces dezynfekcji i oczyszczenia rany, smarując ją wspomnianą maścią, przed naklejeniem nań plastra hydrokoloidowego. Zmniejszyłbym jedynie w tym przypadku ilość preparatu, nakładając dużo cieńszą jego warstwę.

Dobra, wygląda na to, że temat zdrapek mamy z głowy. Pozostał jednak jeszcze jeden „wariant” kontuzji, którego nie omówiliśmy. Nie bez kozery bowiem wracam do tematu dzwonów teraz – zimą. Po pierwsze, leżymy dość często (ze względu na trudną/zmienną nawierzchnię); po drugie, zwykle jeździmy jednak na tyle wolno (i na tyle zakutani), by unikać kontuzji wiążących się z „przerwaniem ciągłości powłok skórnych”. Nie zmienia to natomiast faktu, że gleba to gleba. A gleby mają to do siebie, że bolą. I zostawiają stłuczenia oraz siniaki. Jak sobie z nimi radzić? Zwykle w takich sytuacjach słyszymy: „ej, weź, poboli i przestanie”. Sęk w tym, że może boleć krócej. Używam dwóch specyfików, które proces dochodzenia do siebie znacznie przyspieszają. Pierwszy z nich to Stadiopasta. Jest ona maścią, przygotowaną na bazie ziół. Z nich zaś najistotniejszym jest argilla zielona. Oprócz niej, w skład preparatu wchodzą: kasztanowiec, malwa, nagietek i arnika. (Na bazie tej ostatniej produkuje się również inną maść, która jest niezłym substytutem Stadiopasty).
A w jaki sposób owe maści działają? Ano dość szybko i skutecznie redukują obrzęki oraz sińce. Po prostu. Dość kłopotliwa jest jednak ich aplikacja: stłuczone miejsce należy rzeczonym preparatem dość grubo posmarować, po czym owinąć je/okleić folią na co najmniej kilka godzin (najlepiej zaś na całą noc). Oklejasz po to, by środek lepiej się wchłaniał oraz po to, by pościel nie wylądowała nazajutrz w rowerowni, pocięta na szmaty do czyszczenia roweru.
Wspomniałem powyżej, że w przypadku stłuczeń używam dwóch specyfików. Drugim z nich jest Reparil w tabletkach. Działanie ma identyczne ze Stadiopastą, „pracuje” jednak od wewnątrz (w przeciwieństwie do wspomnianej maści). To moje dwuskładnikowe combo pozwala w istotny sposób skrócić okres dyskomfortu, związanego ze stłuczeniami.
Krótko po dzwonie warto również skorzystać z okładów z lodu. Wystarczy kilka piętnasto- dwudziestominutowych sesji (z dość długimi przerwami). Istotna uwaga: pamiętaj, by nie przykładać lodu do gołej skóry! Użyj foliowego worka, owiniętego w ręcznik.

…i tyle w temacie.
Życzę Ci, byś nigdy nie musiał/-a moich podpowiedzi na sobie testować. Los (manifestując się poprzez schemat Bernoulliego) może mieć jednak inne plany…

4 myśli na temat “Złoty sposób na kolarskie zdrapki – addendum (zanieczyszczone rany i stłuczenia)

    1. a czy wykonywałeś w ostatnim czasie np badanie glukozy na czczo? 🙂 Wbrew pozorom może się to wiązać z utrudnionym i przedłużonym gojeniem. Mam nadzieję, że to jednak wyłącznie kwestia uroku, ale zachęcam do zrobienia przeglądu 🙂 Pzdr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s