…czyli, innymi słowy: szlify, tudzież otarcia.

Ostatnio dwa razy szurałem dupą po asfalcie – wszystko po to, by specjalnie dla Ciebie przetestować znane cywilizacji metody ich leczenia. Wiem, wiem – to zestaw informacji, który nigdy nie powinien Ci się przydać (i tego Ci z całego serca życzę), ale statystyka oraz moje doświadczenie podpowiadają, iż warto ten tekst tu zawiesić. Tak na wszelki wypadek (nomen omen).

Na rowerze jeżdżę dość intensywnie od ponad siedmiu lat. Zrobiłem w tym czasie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Ile razy leżałem? Zbyt wiele. Pewnie kilkadziesiąt. To (i starty w rajdach samochodowych) nauczyły mnie jednego: jeśli uprawiasz sport, który polega na jak najszybszym pokonaniu zadanej odległości – palniesz. Palniesz na pewno. To nie kwestia „czy„, tylko „kiedy” i „jak bardzo będzie boleć„.

Najczęstsza kontuzja to typowy kolarski szlif. Najprostsza zaś metoda radzenia sobie z jego następstwami to… nie robić nic. No, prawie nic. Umyć, zdezynfekować i czekać aż wyschnie. Od czasu do czasu, (szczególnie w początkowej fazie, gdy Twój poślad przypomina jeszcze świeżo siekanego tatara) przemyć np. Octeniseptem (to pierwszy hicik – zapamiętaj). Teraz wystarczy poczekać ze dwa tygodnie, aż poodpadają ostatnie strupy i jesteśmy jak nowi. No, prawie – zostaje kilka blizn.

DSCF4698

Powyższa metoda byłaby dla mnie wystarczającą, gdyby nie fakt, iż świeże otarcia są świeże. I mokre. To zaś powoduje, że zwykle po dzwonie (zanim wszystko pozasychało) czekał mnie tydzień wstawania z prześcieradłem. Potem, w trakcie dnia, kilkakroć musiałem oderwać bieliznę (lub opatrunek) od ciała. Sam/-a więc widzisz: największe problemy sprawiają rany, które powstają w miejscach narażonych na kontakt z odzieżą/pościelą. Od niedawna radzę sobie z nimi w nieco inny sposób. Łokcie, przedramiona i dłonie nadal „suszę”; tyłek i biodra zacząłem jednak „moczyć”. Albo, fachowo rzecz ujmując, „wspomagam gojenie ran wilgotnym środowiskiem”. W jaki sposób? Za pomocą plastrów hydrokoloidowych (to drugi hicik – również koniecznie zapamiętaj).

Pozwól, że nie będę Ci opisywał, co dzieje się pod nimi po ich naklejeniu (być może jesz), ale uwierz na słowo: dzieją się cuda. Po pierwsze: na ranie nie tworzy się strup, po drugie: nie brudzisz wszystkiego wokół, po trzecie: opatrunek jest elastyczny, więc w żaden sposób nie ogranicza ruchomości stawów – bez problemu wyjdziesz na rower nazajutrz po dzwonie, po czwarte: rana jest „zagojona” (czyli sucha i pozbawiona strupa) jakieś 5-6 dni wcześniej niż ta, którą pozostawiłeś/-aś do wyschnięcia. Pierwotny plan zakładał, że unaocznię Ci to obfitym i urzekającym materiałem fotograficznym, po namyśle jednak postanowiłem, że i tego Ci oszczędzę.  😉

Jeśli interesują Cię konkretne marki, przetestowany mam Granuflex. Występuje w kilku rozmiarach, można go również dowolnie docinać. W ciągu pierwszych dwóch dób zużyjesz pewnie ~5 sztuk. Później wystarczy, jeśli zmienisz opatrunek co dwa dni. Ja, podczas każdej wymiany, przemywałem ranę wspomnianym wyżej Octeniseptem.

DSCF4683

Na koniec chciałoby się napisać: „polecam – sprawdź”, ale ten jeden raz jakoś nie wypada.  🙂

6 myśli na temat “Złoty sposób na kolarskie zdrapki

  1. wyprobowalem hydrokoloidowe opatrunki przy ostatnim szlifie 2 tygodnie temu. Lokiec i pod kolanem byly miejscem testu tych nowych opatrunkow. Przyznam ze w nocy lepiej sie spalo a i za widoku lepiej sie bylo poruszac. problem byl jedynie taki ze przy codziennej jezdzie na rowerze opatrunki latwo odpadaly wiec generalnie zmiana byla po kazdym treningu. Nie sa to srodki tanie wiec kilkadziesiat „zielonych” na to poszlo. Jakies 3 dni temu odstawilem hydrokoloidy i pozwolilem wyschnac wiedz dzisiaj juz strupy swedza i przypuszczam ze w dniu 14tym od szlifu bedzie juz po strupach.

  2. A pod granuflex – jeśli rana się tfu, tfu zakaziła – można włożyć plaster ze srebrem koloidowym. Ma być większy niż rana i wymieniany jak odbarwienie (to się widzi przez plaster) dojdzie do brzegu plastra.

  3. Fajny poradnik. Dodałbym do niego, że po szlifie jak jest jeszcze piaseczek w ranie warto wymoczyć ją w wodzie z szarym mydłem z jonami srebra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s